-Dobra dzieciaki! Na dzisiaj koniec. - po całej sali rozbrzmiał głos pani Brown.
Ostatnia próba była naprawdę ważna, ale wkońcu się skończyła. Mogłam wreszcie spokojnie odetchnąć. Powoli poszłam pod prysznic,przebrałam się w moje wygodne, dżinsowe spodenki i zwykły, czarny podkoszulek. Na to włożyłam moją bejsbolówkę, a włosy przeczesałam szczotką i zostawiłam je w spokoju. Na nogi nałożyłam czarne trampki i wyszłam z szatni.
Gdy już otwierałam drzwi wyjściowe, poczułam na ramieniu czyjś dotyk. Odwróciłam się szybko i ujrzałam Brit.
-Jedziesz ze mną Mels? -spytała, uśmiechając się szeroko.
-Od kiedy pamiętam z tobą jeżdżę. Nie chce ci sprawiać kłopotu. -jęknęłam zażenowana.
Okej, może zacznijmy od tego, że mnie nie stać na samochód. Nie mam też prawka, a to sprawia że wariuję jeżdżąc tylko i wyłącznie metrem albo autobusem. W takich sprawach przydają się rodzice. Gdybym miała normalną rodzinę wszystko inaczej by wyglądało, a tak mogę jedynie pomacać samochód Brit.
-Znowu się zamyśliłaś. -upomniała mnie dziewczyna, chiczocząc.
-Sorki.
-Powtórzę raz jeszczę co powiedziałam ci kiedy ty nie byłaś na tym świecie...-westchnęła. -Nie możesz wracać metrem o tej porze. Jest ciemno.
-Właściwie to nie mogę, ale muszę.
-Jesteś taka uparta. -jęknęła. -Nie pozwalam ci, dobra? Jeśli się mnie nie posłuchasz, to wciągnę cię do samochodu na siłę. -mówiła całkiem poważnie, a jej srogi ton mnie rozśmieszył. -Czy...czy ty się uśmiechnęłaś?
-Nie. Nie. Nie. To nieprawdopodobne! Mels, nasza urocza Mels się uśmiechnęła. -zaśmiał się jakiś głos za nami.
-Morda Matt. -odparłam, kręcąć głową.
Co ja poradzę, że ci ludzie mnie bawią?
-Do zobaczenia wkrótce dziewczyny. -mrugnął do nas i odszedł wraz z kolegami wgłąb ulicy naprzeciwko.
-Dobra.
-Co dobra?
-Pojadę z tobą. -rzuciłam wsiadając do środka auta.
Ten zapach, ta skóra, to radio, sprawiają, że nigdy nie chce stąd wychodzić.
W końcu dojechałyśmy pod mój dom, a ja -jak zwykle- podziękowałam Britney za podwiezienie.
-Trzymaj się Mels. -uśmiechnęła się po raz ostani i odjechała, zostawiając mnie samą na ulicy.
-Będę musiała.
Weszłam do malutkiego mieszkanka, zapalając światło w przedpokoju. Zdjęłam buty i dopiero teraz do moich uszu dobiegł krzyk mojej młodszej siostry, Prim.
Wbiegłam pędem do salonu i odepchnęłam go od niej.
Prim przytuliła się do mnie, a raczej do moich nóg, jak najmocniej mogła, ale ja wiedziałam, że to nie koniec.
Mężczyzna podszedł do mnie bliżej i z całej siły uderzył mnie w twarz. Spoliczkował mnie.
-Suka. -parsknął zniesmaczony. -Po swojej matce zresztą.
-Skurwiel. -wytknęłam. -Nie jesteś moim ojcem. Ani moim, ani Prim.
Oczy szczypią mnie jeszcze mocniej, tak bardzo, że jedna łza spływa po moim suchym policzku.
-Tak bardzo boisz się prawdy? Jestem twoim ojcem, a ty moją córką. Wiesz co robią córki? Gotują jedzenie, kupują piwo i zamykają ich piękne twarzyczki, bo za gadanie mogą dostać w twarz.
-Jeśli tak cię korci to uderz. Proszę, uderz. -nadstawiłam swoją twarz. Mężczyzna, korzystając z okazji dał mi prawego sierpowego, a ja miałam wrażenie, że moje oko leży gdzieś na podłodze.
-Mely...-Prim zaczęła jeszcze bardziej płakać, gdy zatoczyłam się do tyłu. Szarpnęłam ją mocno, żeby się zamknęła.
-Czy to ci pomogło? -spytałam, uśmiechając się do niego z odrazą.-Poczułeś się lepiej? -zaczęłam krzyczeć. -Może jeszcze raz?
Znów mnie uderzył, tylko z drugiej strony.
-Jeszcze raz się odezwiesz, a będzie sto razy mocniej. -syknął.
-Jeszcze raz zrobisz coś Prim, a ja wezmę w nocy nóż, i gdy ty będziesz nachlany, ja poderżnę ci gardło i zasnę z uśmiechem na ustach. -warknęłam, nadal patrząc mu w oczy. -Jestem jak ty. Jestem bezwzględa i gdybyś tylko jeszcze raz ją tknął, ja ukatrupiłabym cię, nawet bez brudzenia rąk. Zapamiętaj to sobie. -zmrużył oczy, ale nadal był oniemiały.
Wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami, po czym, ciągnąc za sobą Prim weszłam do mojego pokoju i zamknęłam go na klucz.
-Prim, kazałam ci tu siedzieć! Czego z tych słów nie zrozumiałaś?! Masz w ogóle pojęcie co on mógłby ci zrobić, gdybym nie przyszła w porę?!
-Ja....przepraszam......ja..........-była w szoku,jak zwykle.
-Chodź tu. - wyciągnęłam ręce,a mała wpadła w nie i mocno mnie przytuliła. W takich momentach najbardziej chce mi się płakać,ale nie mogę. Nie mogę pokazać mojej siostrzyczce że jestem słaba.
Gdy już położyłyśmy się do naszego, wspólnego łóżka Prim mocno owinęła mnie w pasie i spytała:
-Znowu od niego dostałaś. Boję się Mely.
-Shhhhh Prim, wszystko jest wporządku. Zaśnij i wyobraź sobie, że leżymy w wielkim łóżku, w ogromnym domu. Że nasz, mały piesek leży nam w nogach, a my cieszymy się, że mamy tyle pieniędzy. Wyobraź sobie, że mama siedzi tuż obok nas i śpiewa nam piosenkę na dobranoc. Wyobraź sobie, że wszystko jest piękne i proste...że jest inaczej niż teraz.
***********************************
Oto prolog.
Mam nadzieję, że się podoba. ♥ //shake
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz