czwartek, 11 lipca 2013

Prolog

-Dobra dzieciaki! Na dzisiaj koniec. - po całej sali rozbrzmiał głos pani Brown. 
Ostatnia próba była naprawdę ważna, ale wkońcu się skończyła. Mogłam wreszcie spokojnie odetchnąć. Powoli poszłam pod prysznic,przebrałam się w moje wygodne, dżinsowe spodenki i zwykły, czarny podkoszulek. Na to włożyłam moją bejsbolówkę, a włosy przeczesałam szczotką i zostawiłam je w spokoju. Na nogi nałożyłam czarne trampki i wyszłam z szatni. 
Gdy już otwierałam drzwi wyjściowe, poczułam na ramieniu czyjś dotyk. Odwróciłam się szybko i ujrzałam Brit. 
-Jedziesz ze mną Mels? -spytała, uśmiechając się szeroko. 
-Od kiedy pamiętam z tobą jeżdżę. Nie chce ci sprawiać kłopotu. -jęknęłam zażenowana. 
Okej, może zacznijmy od tego, że mnie nie stać na samochód. Nie mam też prawka, a to sprawia że wariuję jeżdżąc tylko i wyłącznie metrem albo autobusem. W takich sprawach przydają się rodzice. Gdybym miała normalną rodzinę wszystko inaczej by wyglądało, a tak mogę jedynie pomacać samochód Brit. 
-Znowu się zamyśliłaś. -upomniała mnie dziewczyna, chiczocząc. 
-Sorki. 
-Powtórzę raz jeszczę co powiedziałam ci kiedy ty nie byłaś na tym świecie...-westchnęła. -Nie możesz wracać metrem o tej porze. Jest ciemno. 
-Właściwie to nie mogę, ale muszę. 
-Jesteś taka uparta. -jęknęła. -Nie pozwalam ci, dobra? Jeśli się mnie nie posłuchasz, to wciągnę cię do samochodu na siłę. -mówiła całkiem poważnie, a jej srogi ton mnie rozśmieszył. -Czy...czy ty się uśmiechnęłaś? 
-Nie. Nie. Nie. To nieprawdopodobne! Mels, nasza urocza Mels się uśmiechnęła. -zaśmiał się jakiś głos za nami. 
-Morda Matt. -odparłam, kręcąć głową. 
Co ja poradzę, że ci ludzie mnie bawią? 
-Do zobaczenia wkrótce dziewczyny. -mrugnął do nas i odszedł wraz z kolegami wgłąb ulicy naprzeciwko. 
-Dobra. 
-Co dobra? 
-Pojadę z tobą. -rzuciłam wsiadając do środka auta. 
Ten zapach, ta skóra, to radio, sprawiają, że nigdy nie chce stąd wychodzić. 
W końcu dojechałyśmy pod mój dom, a ja -jak zwykle- podziękowałam Britney za podwiezienie. 
-Trzymaj się Mels. -uśmiechnęła się po raz ostani i odjechała, zostawiając mnie samą na ulicy. 
-Będę musiała. 
Weszłam do malutkiego mieszkanka, zapalając światło w przedpokoju. Zdjęłam buty i dopiero teraz do moich uszu dobiegł krzyk mojej młodszej siostry, Prim. 
Wbiegłam pędem do salonu i odepchnęłam go od niej. 
Prim przytuliła się do mnie, a raczej do moich nóg, jak najmocniej mogła, ale ja wiedziałam, że to nie koniec. 
Mężczyzna podszedł do mnie bliżej i z całej siły uderzył mnie w twarz. Spoliczkował mnie. 
-Suka. -parsknął zniesmaczony. -Po swojej matce zresztą. 
-Skurwiel. -wytknęłam. -Nie jesteś moim ojcem. Ani moim, ani Prim. 
Oczy szczypią mnie jeszcze mocniej, tak bardzo, że jedna łza spływa po moim suchym policzku. 
-Tak bardzo boisz się prawdy? Jestem twoim ojcem, a ty moją córką. Wiesz co robią córki? Gotują jedzenie, kupują piwo i zamykają ich piękne twarzyczki, bo za gadanie mogą dostać w twarz. 
-Jeśli tak cię korci to uderz. Proszę, uderz. -nadstawiłam swoją twarz. Mężczyzna, korzystając z okazji dał mi prawego sierpowego, a ja miałam wrażenie, że moje oko leży gdzieś na podłodze. 
-Mely...-Prim zaczęła jeszcze bardziej płakać, gdy zatoczyłam się do tyłu. Szarpnęłam ją mocno, żeby się zamknęła. 
-Czy to ci pomogło? -spytałam, uśmiechając się do niego z odrazą.-Poczułeś się lepiej? -zaczęłam krzyczeć. -Może jeszcze raz? 
Znów mnie uderzył, tylko z drugiej strony. 
-Jeszcze raz się odezwiesz, a będzie sto razy mocniej. -syknął. 
-Jeszcze raz zrobisz coś Prim, a ja wezmę w nocy nóż, i gdy ty będziesz nachlany, ja poderżnę ci gardło i zasnę z uśmiechem na ustach. -warknęłam, nadal patrząc mu w oczy. -Jestem jak ty. Jestem bezwzględa i gdybyś tylko jeszcze raz ją tknął, ja ukatrupiłabym cię, nawet bez brudzenia rąk. Zapamiętaj to sobie. -zmrużył oczy, ale nadal był oniemiały. 
Wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami, po czym, ciągnąc za sobą Prim weszłam do mojego pokoju i zamknęłam go na klucz. 
-Prim, kazałam ci tu siedzieć! Czego z tych słów nie zrozumiałaś?! Masz w ogóle pojęcie co on mógłby ci zrobić, gdybym nie przyszła w porę?! 
-Ja....przepraszam......ja..........-była w szoku,jak zwykle.
-Chodź tu. - wyciągnęłam ręce,a mała wpadła w nie i mocno mnie przytuliła. W takich momentach najbardziej chce mi się płakać,ale nie mogę. Nie mogę pokazać mojej siostrzyczce że jestem słaba.
Gdy już położyłyśmy się do naszego, wspólnego łóżka Prim mocno owinęła mnie w pasie i spytała:
-Znowu od niego dostałaś. Boję się Mely. 
-Shhhhh Prim, wszystko jest wporządku. Zaśnij i wyobraź sobie, że leżymy w wielkim łóżku, w ogromnym domu. Że nasz, mały piesek leży nam w nogach, a my cieszymy się, że mamy tyle pieniędzy. Wyobraź sobie, że mama siedzi tuż obok nas i śpiewa nam piosenkę na dobranoc. Wyobraź sobie, że wszystko jest piękne i proste...że jest inaczej niż teraz. 
***********************************
Oto prolog.
Mam nadzieję, że się podoba. ♥  //shake

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy